Ministrant jest pomocnikiem przy sprawowaniu Mszy św. i podczas innych nabożeństw liturgicznych. Można sobie zadać pytanie: od kiedy właściwie istnieją ministranci? Odpowiedź na to pytanie jest właściwie bardzo prosta: od kiedy w ogóle istnieje nabożeństwo. Już w starotestamentalnym narodzie izraelskim było jedno pokolenie wybrane do służby w świątyni – pokolenie Lewiego.

Ministrantami, czyli tymi którzy służą, można nazwać również Apostołów. Oni to uczestniczyli i służyli do pierwszej Mszy Świętej podczas Ostatniej Wieczerzy. Natomiast w powstającym Kościele apostołowie potrzebowali kogoś do posługiwania wiernych. Wybrali więc siedmiu pomocników i nazwali ich diakonami, to znaczy sługami. Gdy wspólnoty chrześcijańskie stawały się coraz większe, wszystko, co było do wykonania, dzielono w formie różnych zadań pomiędzy członków danej wspólnoty. Samo słowo ministrant pochodzi od łacińskiego – „ministrare”, co oznacza „służyć”.

Posługa ministranta związana jest nierozłącznie z miejscem jej sprawowania, a więc z kościołem. To tu ministranci są najbardziej widoczni – są ubrani w komże, kolorowe stroje albo białe alby przepasane cingulum. Asystując kapłanowi, uświetniają liturgię. W Polsce ministranci pozdrawiają się słowami „Króluj nam Chryste – zawsze i wszędzie”.

Wątłe ciało, mocny duch. Dominik rodzi się tak słaby, że w obawie przed śmiercią jeszcze tego samego dnia przyjmuje chrzest. Przy ołtarzu staje już jako pięciolatek. I jako mały, wątły chłopak dźwiga Mszał Rzymski. Na poranne msze chodzi codziennie kilka kilometrów, a kiedy jest za wcześnie klęczy i modli się przed zamkniętym jeszcze kościołem. Nie przeszkadza mu wtedy ani deszcz, ani śnieżyca. Pomyśl o tym, kiedy nie chce ci się wstać na poranny dyżur. Pierwszą Komunię świętą przyjmuje jako siedmiolatek. Dojrzale wtedy pisze w książeczce do nabożeństwa, że raczej umrze niż zgrzeszy. Jako kilkuletni wychowanek ks. Jana Bosko jest zawsze uśmiechnięty, potrafi sprowadzić na dobrą drogę nawet najgorzej zachowującego się kolegę. Raz fałszywe oskarżenie kolegów przyjmuje w milczeniu chroniąc w ten sposób kilkoro z nich przed wyrzuceniem ze szkoły. Staj się pomocnikiem ks. Jana Bosko. Uczy młodszych chłopaków religii. Zakłada Towarzystwo Niepokalanej - grupę chłopaków, która pomaga w nauce i pracy nad sobą najgorszym kolegom. Umiera na gruźlicę, prosząc ojca, by ten czytał mu modlitwę o dobrą śmierć. Przeżył tylko 15 lat, ale to wystarczyło, by papież Pius XI nazwał go gigantem ducha.

Modlitwa do św. Dominika Savio

Święty mój patronie Dominiku Savio jesteś moim pełnym chwały obrońcą. W trudach swoich kroczyłeś śladami Jezusa, a przez ukryte swe życie i cnoty, przez czystość, pokorę i żarliwość najbliższy jesteś Maryi. Od dawna poświęciłem się tobie, ale jeszcze niczego godnego ciebie nie uczyniłem i wstyd mi nazywać ciebie swoim, bo zasłużyłeś na naśladowców odznaczających się wielką czystością zamiarów i wielką stanowczością. Święty Dominiku Savio roztocz, więc nade mną opiekę. Czuwaj nade mną, nie dozwól, abym wlókł się opieszale, wyjednaj mi łaskę niezbędną do sprostania moim obowiązkom abym mógł czynić postępy we wszystkich cnotach: w wierze, nadziei i miłości, w roztropności i męstwie, sprawiedliwości i umiarkowaniu, a również w pokorze, w czystości, w hojności, w łagodności, i w prawdomówności. Przewodniku dusz, który tak wiele serc zwróciłeś ku Bogu, módl się za mnie.
Amen.​